Anthelion – “Bloodshed Rebefallen”


Anthelion – The Tome Of Broken Souls
Parę słów na początku: nie znam zbyt wielu zespołów black metalowych z zakątków będących dla mnie, no dość egzotycznymi, jak choćby z Azji, czy Bliskiego Wschodu. Przeglądając propozycje na laście, skrypt nieśmiało podpowiadał mi jakiś nieznany mi z nazwy zespół, co go zwią Anthelion.
No cóż – serwis ten nie jest już zbyt muzyczny, jak to było jeszcze w 2006r i nie udostępnia odtwarzania muzyki bez opłaty, tak więc jedynym wyjściem okazało się sprawdzenie w google jakichkolwiek informacji o tym zespole. No i jak można się spodziewać – nie znalazłem żadnych pełnych informacji z polskich stron. Pozostała więc niezastąpiona Encyklopedia Metallum, na której pasjonaci szeroko pojętej muzyki metalowej skrupulatnie zapisują każde wzmianki o różnych różnistych zespołach.
A więc – Anthelion to tajwański projekt muzyczny, który powstał 10 lat temu w Taipei, stolicy Tajwanu. Zespół wydał jak dotąd trzy płyty, w tym dwie epki i jeden pełny album. Grają symfoniczny black metal, a w swoich tekstach poruszają tematykę duchów, przerażenia, strachu, pandemonium. W warstwie lirycznej można doszukać się nawiązań do horrorów.
Skoro już coś niecoś wiem o tym tworze, to wrzuciłem goglowski serwis wideo i poszukałem jakichś zamieszczonych utworów. No i długo nie trzeba było szukać – linki z odtwarzaniem utworów z całego pełnego albumu “Bloodshed Rebafallen” z 2007r. pojawiły się od razu. Korzystając z informacji z mojej ulubionej encyklopedii, uporządkowałem je w plejlistę wg kolejności, po czym włączyłem odtwarzanie, tak ze dwa razy.

A więc tak: płyta zaczyna się dość chaotycznie, przez jakiś czas nie wiadomo, co z czym i jak. Po długim wprowadzeniu, nadal w obrębie pierwszego utworu zaczyna się ujawniać jakiś porządek, który trwa mniej więcej przez kilka minut. Następnie wchodzą kolejno dwa instrumentalne utwory zagrane na pianinie/fortepianie, które w zestawieniu z całością, miejscami brzmią trochę jak swoiste wypełniacze czasowe. Od czwartego utworu “Grave Ocean” zaczyna się właściwie pełnia wartości płyty. Kompozycje są może nie do końca zachwycające i niezbyt rozbudowane i trochę smętne, czego dopełniają także gitary, które w odróżnieniu np. od Dimmu Borgir – grają bardziej rozbudowane riffy i nie starają się ich kopiować, jak w przypadku ostatnich dokonań “Limbonic Art”. Same utwory są melodyjne i miejscami także trochę wychodzą za bardzo na pierwszy plan, przez co słuchający może czuć się trochę przytłoczony nadmiarem melodii różnych instrumentów. Na szczęście kolejne utwory trochę się “uspokajają” i można nadążyć za melodią.

Prawdziwe perełki jednak pozostawiono na sam koniec i w zasadzie spokojnie można by zacząć odtwarzanie dopiero od 6. pozycji, czyli “Hibernation Glaciation Exuviation”. Przyznam się szczerze, że miałem obawy, że widząc tą jakże charakterystyczną dla Dimmu Borgir konstrukcję tytułów utworów, spodziewałem się miernoty. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne – bowiem jest to jeden z najlepiej dopracowanych utworów na całej płycie. Gitary brzmią jak trzeba, kompozycja przywodzi na myśl płytę jak “Spiritual Black Dimensions” zespołu z kraju kremu neutrogena. Następna pozycja trochę nie do końca się wyróżnia spośród całej listy, niby wszystko jest dobrze, jednak brakuje mi tu tego “czegoś”, co przykułoby moją uwagę.

Kolejny utwór, a więc “The Tome of Broken Souls” to zdecydowanie najlepsza kompozycja na płycie. W niektórych momentach brzmi zresztą prawie bliźniaczo do “Kings of the Carnival Creation” wymienionego wcześniej zespołu. Kto wie, czy właśnie ten utwór nie był ispiracją dla Anthelion. Niemniej jednak wyszła z tego porządna kompozycja, którą można by jeszcze parę razy odtworzyć.
Listę zamyka “The Evil Adversary”, który spokojnie można zestawić, jako drugi w klasyfikacji najlepszych utworów z całego krążka. Zaiste zastanawia mnie, dlaczego tak dobre utwory zajmują tak niskie pozycje w kolejności odtwarzania. Oczywiście w moim przypadku spokojnie mogłem je ułożyć, jak mi się żywnie podobało, jednak wolałem wczuć się w ideę, jaka przyświecała autorom tego krążka.

No i cóż by tu począć – kompozycja utworów na krążku “Bloodshed Rebefallen” jest właściwie rzecz biorąc, wypadkową między twórczością Cradle of Filth, Dimmu Borgir. Można odszukać także wpływy Borknagar, zwłaszcza na kilku utworach z pierwszej piątki. Album nie odkrywa też niczego na nowo, bazuje na utartym schemacie, łącząc style dwóch najpopularniejszych grup z tego gatunku. Utwory początkowo nieprzewidywalne, pod koniec stawki stają się trochę mniej, żeby nie rzec – zwariowane. Tak czy siak, mamy kawał ciekawego materiału spod ululanego słodkimi dźwiękami, czarnego metalu. Nie ma w nich wżdy oryginalności, ale do chuja Wacława czy to ważne? W epoce kur znoszących złote jajka wytwórniom jak Nuclear Blast, RoadRunner, warto czasem spojrzeć na znacznie mniej znane zespoły. Może nie mają tej charyzmy, tych słodkich jak miód kompozycji, które chętnie pokazują zagraniczne ogólnokrajowe media. No i nie występują z dobrze opłacaną orkiestrą symfoniczną, to jednak z pasji do muzyki potrafią wyciosać coś równie dobre, przy znacznie mniejszym budżecie.

Anthelion – “Bloodshed Rebefallen”
LP, Ultimate Music (Taiwan)
2007
cover
1. Snake Corpse
2. Sin of Aeon
3. Without Trepidation
4. Grave Ocean
5. Bloody Matrimony
6. Hibernation Glaciation Exuviation
7. Bloodshed in the Dark of Burning Hell
8. The Tome of Broken Souls
9. The Evil Adversary
Moja ocena:
Album “Bloodshed Rebafallen”: 7,3/10
Utwór: “The Tome Of Broken Souls”: 9/10

blog comments powered by Disqus