Emperor – “Anthems to the Welkin at Dusk”


Emperor – Ye Entrancemperium
Cały czas się zastanawiam, dlaczego żadna kapela nie gra już black metalu rodem sprzed lat. Pozbawionego nadmiaru słodkości, skocznych rytmów (inaczej, jak Satyricon, który od wielu lat serwuje nam mroczną i skoczną papkę). Może to ta pogoń za pieniędzmi, próba naśladownictwa cukierkowych kredek i demonicznego burgera, sam już nie wiem.

Jaką więc sprawiło mi przyjemność przesłuchanie cudem odnalezionej kasety “Anthems to the Welkin at Dusk” zespołu Emperor. “Gość w dom, cukier do szafy” – jako rzecze pewna część pewnego śmiesznego programu telewizyjnego. I trudno się tu nie zgodzić z analogią do teraźniejszej modły tworzenia muzyki black metalowej.
Nie jest to płyta łatwa w odbiorze.  Nie ma tu więc przesłodzonych do granic absurdu, wygładzonych i dźwięków, a porządne granie na wielu poziomach. Na efekt końcowy składa się tu bowiem wiele dźwięków, które giną w półmroku, gdy się w nie nie wsłuchamy.
Album “Anthems to the Welkin at Dusk” wyjawia nam, że black metal może być czymś więcej, niż tylko stękaniem do banalnej muzyki granej przez orkiestrę. Z pewnością drugi album zespołu Emperor nie jest schematyczny i banalny. Nie zmienia to faktu, że jest to jedna z najlepszych płyt black metalowym i pomimo upływu lat, nadal się nie nudzi, w przeciwieństwie do wydanych wóczas kompozycji raczkującego jeszcze wtedy Dimmu Borgir.

Moja ocena:
Utwór “Ye Entrancemperium”: 8/10
Album “Anthems to the Welkin at Dusk”: 8.6/10

blog comments powered by Disqus